O produktach marki „I am Bio”, nowej linii produkcyjnej i grze w golfa rozmawiamy z Dariuszem Polinceuszem, prezesem zarządu firmy Excellence S.A., jednego z największych polskich producentów syropów.

LIFE IN. Łódzkie: Firma notowana na giełdzie, 24-procentowy udział w rynku krajowym, produkcja soków i syropów własnych, i pod sieciowymi markami, jednym słowem sukces. Jakie były początki firmy?

Dariusz Polinceusz: To taka zwykła, łódzka historia, jak ta w „Ziemi Obiecanej” Władysława Reymonta. Ze wspólnikiem Marcinem Ciecierskim, postanowiliśmy, że nie mając w zasadzie nic, otwieramy firmę. Ja wniosłem swoje umiejętności techniczne, a Marcin handlowe doświadczenie. Pracowaliśmy bardzo ciężko, zlecenie było ważniejsze niż wszystko inne, byliśmy przekonani, że rynek nam się odwdzięczy za nasze poświęcenie, ale z tym bywało różnie. Pomału rozwijaliśmy rodzime receptury i budowaliśmy markę własną. Na tym zarobiliśmy pierwsze pieniądze. Jednak takim momentem przełomowym okazała się dla nas współpraca z sieciami handlowymi. Staliśmy się jednym z czołowych dostawców syropów takich sieci jak: Geant, Tesco, Lidl, Auchan, Carrefour, Piotr i Paweł oraz wielu innych. Od tego czasu cały czas notujemy wzrosty, a dzięki stałemu rozwojowi udało nam się też wejść na Giełdę Papierów Wartościowych i w 2014 roku zadebiutować na rynku New Connect. Teraz bardzo duży nacisk kładziemy na produkcję bio i jeszcze do niedawna byliśmy jedyną firmą w branży napojowej, która mogła pochwalić się certyfikatem ekologicznym. Byliśmy prekursorem w tej kategorii.

Podkreślacie, że klienci zasługują na to, co najlepsze. Stąd smak tradycji, produkty prozdrowotne i najnowsza linia ekologiczna – marka „I am Bio”?

Rynek wymaga od nas działania zgodnego z obowiązującymi nurtami, ale dla rozwoju konieczne jest wyprzedzenie czasów i szukanie nowych nieodkrytych potencjałów. Ludzie coraz więcej uwagi zwracają na to, jak się odżywiają, poszukują produktów naturalnych, nie tych, w których znaleźć można całą tablicę Mendelejewa. I na te potrzeby trzeba było odpowiedzieć, zaoferować produkty bez dodatków i zbędnych obróbek technologicznych, odpowiadających ideologii tzw. czystej etykiety.

Firma będzie się dalej rozwijać w tym kierunku?

Oczywiście będziemy poszerzać ofertę bio. Rozwój w kierunku żywności ekologicznej jest wpisany w strategię firmy na najbliższe lata i mocny nacisk kładziemy na to, by był realizowany, co nie oznacza, że będziemy rezygnować z korowych produktów – tradycyjnych syropów, syropów prozdrowotnych, czy profesjonalnych syropów barmańskich Monzini.

Firma nieustannie się rozwija. Gwarantują to własne środki czy sięgacie też na przykład po unijne dotacje?

Jesteśmy beneficjentem kilku unijnych grantów. Obecnie dość trudno jest pozyskać nowe środki na rozwój samej produkcji. W tym rozdaniu unijnych dofinansowań wyjątkowo ważna jest innowacyjność, o którą dość trudno w przypadku naszej produkcji, dlatego w rozwój inwestujemy własne środki. Cały czas się rozwijamy i produkujemy coraz więcej. Zależy nam więc nam tym, by skrócić czas produkcji. Nie ukrywam, że myślimy też o automatyzacji, która z jednej strony pozwoli nam na obniżenie kosztów, a z drugiej strony uniknąć problemów kadrowych, z którymi jak wszyscy wiemy, od dłuższego czasu boryka się polski przemysł.

Długi był proces wdrażania produkcji marki „I am Bio” i czy potrzebne były do tego nowe linie produkcyjne?

Jak na takie duże przedsięwzięcie, to dość krótki, bo niecały rok. Dostosowanie linii produkcyjnych, magazynów surowców, zatwierdzenie zaplecza dostawców i wreszcie uzyskanie certyfikatów – to tylko część koniecznych procesów. Produkt świeży musi być szybko przerobiony i zapakowany, dlatego technologia musiała przejść dodatkowe testy półtechniczne. Równolegle, oczywiście należy pamiętać o ogromie pracy marketingowej oraz tej związanej z komercjalizacją projektowanych produktów.

Skoro mowa o inwestycjach, to na przełomie roku 2018/2019 planujecie otwarcie nowej linii produkcyjnej?

Tak, jak już wspomniałem, wiąże się to ze zwiększeniem mocy produkcyjnych i automatyzacją produkcji, i nową jakością. Montaż rozpoczyna się w okresie między świętami a nowym rokiem. Urządzenia czekają już w magazynie.

Zwiększenie mocy, to zapewne większy udział w rynku.

Nie ukrywamy, że dążymy do zwiększenia udziału w rynku, który mamy już całkiem spory, bo 24-procentowy. Może to zabrzmi nieskromnie, ale chcielibyśmy zająć pozycję lidera w kategorii producentów syropów.

Jaki procent produkcji trafia na zagraniczne rynki, i który z tych rynków jest najlepszym odbiorcą?

Na rynki zagraniczne sprzedajemy produkty już od wielu lat, ale dopiero w ostatnich dwóch mocno wsparliśmy te działania. Zbudowaliśmy dział eksportu, który od ponad roku pracuje bardzo intensywnie i dzięki temu obecni jesteśmy w kolejnych krajach, ale te rynki dopiero nam się rozwijają, poznajemy przyzwyczajenia konsumentów, reguły rządzące sprzedażą. Dziś mogę powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni ze sprzedaży w Ameryce Północnej. Należy również dodać, że dzięki tym działaniom pozyskaliśmy renomowanego dostawcę bio syropu klonowego z Kanady.

Czy macie inną linię produkcyjną na rynki zagraniczne?

Nie, nie ma takiej potrzeby. Wprowadzamy tylko nieco inne produkty, które są charakterystyczne dla danego rynku, a na naszym kompletnie się nie sprawdziły, jak chociażby syrop miętowy. Bardzo modny w krajach Europy Zachodniej, w Polsce zalegał na półkach.

Co w produkcji syropów jest najważniejsze?

Surowce. Ze złego nie stworzymy dobrego produktu, nawet najlepsza technologia nie pomoże. 90 procent surowców kupujemy w Polsce, pozostałe sprowadzamy z krajów ościennych i z innych kontynentów. Największy problem jest z produktami bio, tego surowca na rynku jest u nas relatywnie mało i musimy go kontraktować z dużym wyprzedzeniem i sukcesywnie w ciągu roku odbierać. Ciężko też jest z powtarzalnością produktu, te uprawy nie są w żaden sposób standaryzowane, jedna malina będzie bardziej słodka, inna bardziej kwaśna, a my musimy finalnie otrzymać przecież produkt o smaku, do którego klient się już przyzwyczaił. Odpowiedni dobór surowca jest zatem bardzo istotny. Produkcja bio to zupełnie nowy standard, daje duże możliwości kontroli nad całym procesem, poczynając od uprawy na finalnym produkcie kończąc. Każdy produkt naszej linii bio – soki, syropy, musy – miał osobno przeprowadzany audyt.

Plany na przyszłość.

Umacnianie pozycji w kategorii produktów bio oraz wprowadzenie na rynek nowych produktów. Mogę jedynie zdradzić, że będzie to gratka dla sportowców. Rynek będzie mile zaskoczony, ale na razie nic więcej nie powiem, proszę śledzić nasz profil na FB i naszą stronę.

Gra Pan w golfa. Czy pasję można wykorzystać w biznesie?

Oczywiście. Gra w golfa uczy panowania nad emocjami, walki z samym sobą, daje dużo energii, pozwala się wyciszyć. Dzięki niej nabieram dystansu do wielu spraw. Inni jeżdżą na miesiąc do Tybetu, a ja raz w miesiącu staram się być na polu golfowym.

Co dla Pana jest w życiu najważniejsze?

Rodzina. Chciałbym spędzać z rodziną więcej czasu. Uważam, że mam olbrzymi dług do spłacenia za wszystkie lata, kiedy byłem w domu gościem.

Ulubiona książka

Po literaturze skandynawskiej przyszedł czas na polską. Z nowości – Hashtag Remigiusza Mroza. Lubię taką literaturę, pozwala się zrelaksować, oderwać od codzienności. Jeśli człowiek podzieli sobie życie na różne strefy, to nie popada w marazm typu praca-dom-praca. Na szczęście, coraz częściej udaje mi się mieć czas na pasje i nie myśleć tylko o pracy. Możliwe jest to dzięki wspaniałym ludziom, z którymi pracuję oraz temu, że pożegnałem się z etapem – Zosi Samosi.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Natalia Zdziebczyńska

Excellence SA
Stryków, Lipa 20A
 tel. 42 719 81 12
biuro@syropy.eu
www.excellence-sa.com