Wiosna w moim rodzinnym domu wiązała się z niezmieniającymi się rytuałami. Dłuższe, cieplejsze dni, zieleniejąca trawa, bazie i radosne oczekiwanie na Wielkanoc: pisanki, odradzające się życie, baranki i mazurki… Ale zanim – trwały wielkie porządki. W dorosłym życiu i we własnym domu kultywuję tradycję Wielkiej Nocy, ale nie zapominam o wiosennych porządkach. Wygląda jednak na to, że jestem na tym polu hmmm… nie rozumiejącym współczesnych standardów dinozaurem.

Od kilku tygodni jeden z moich znajomych wytyka na portalu społecznościowym ogólnie panujący w Łodzi brud i bałagan. Swoje uwagi ilustruje zdjęciami. Firma, która miała wymieść zalegający przy łódzkich krawężnikach piach i brud wyruszyła do pracy z wielkimi dmuchawami. Członkowie ekipy przypominający bohaterów filmu „Ghostbusters” wznosili tumany kurzu. Brudu, bynajmniej, nie sprzątnęli tylko go rozdmuchali na jezdnię, na chodniki, na zaparkowane samochody. Dopiero po tym, jak sprawę nagłośniły lokalne gazety, przedstawicielka magistratu ogłosiła, że „sprzątacze otrzymali reprymendę, a w warunkach kolejnego przetargu pojawi się zapis o „całkowitym zakazie używanie dmuchaw”. I pomyśleć, że gdyby nie wścibskie media rozdmuchaliby brud na dwóch milionach metrów kwadratowych – bo taka powierzchnia została – według urzędników – zakwalifikowana do wiosennego sprzątania miasta. Całe szczęście są inicjatywy obywatelskie. I tak rośnie liczba „detektywów” szukających (z sukcesami) personalnych śladów tych, którzy wyrzucają śmieci na skraju lasu. Serce rośnie, kiedy ma się takich sąsiadów, jak moi. Ci przemili ludzie zapoczątkowali akcję zbierania śmieci porzuconych w laskach okalających nasze osiedle. Serce rośnie, bo do akcji dołączają kolejne osoby. A śmieci bezmyślnie porzuconych ubywa. Ja sama nie waham się, by wyjść z auta na czerwonym świetle i oddać właścicielowi stojącego na sąsiednim pasie samochodu niedopałek albo gumę wyrzuconą przez okno. A co! Wożę w tym celu specjalne foliówki.

rud brudem, ale ten bałagan… Rozkopany Park Sienkiewicza, rozkopany Park Moniuszki, rozkopany Andrzejów, rozkopane od dawna skrzyżowanie ulic Kilińskiego i Dąbrowskiego, rozkopana Tuwima, Wschodnia, Rydza-Śmigłego. Całe miasto przypomina jeden wielki plac budowy. Wspaniale – napisałabym – gdyby nie to, że roboty wydają się nie mieć początku ani końca. Nawet dziecko wie, że trzeba przetrwać piekło remontu, by później cieszyć się komfortem nowoczesnych rozwiązań. Rzecz w tym, że nowoczesne rozwiązania, jeśli już są, to wcale nie tak komfortowe, jak można by się spodziewać. Weźmy rondko (nie rondo) przy ul. Malowniczej. Z trudem mieszczą się tam ciężarówki, krawężniki dawno przestały istnieć, słupy oświetleniowe także zostały połamane. Teraz resztek infrastruktury strzegą biało-czerwone zasieki ozdobione czarnym napisem ich właściciela.

Rzecz ostatnia, acz fundamentalna: to bałagan w naszych głowach. Mieliśmy stronić od mowy nienawiści. Ale czy stronimy? Słabo to idzie. Mieliśmy szukać wspólnych mianowników, na rzecz budowy wspólnej dobrej przyszłości. Zamiast tego, chętnie szukamy wpadek i haków naszych interlokutorów. Powarkujemy do siebie, zamiast rozmawiać. Emocje, często złe, biorą górę nad argumentami i zwykłą ludzką życzliwością. A gdyby tak posprzątać nasze otoczenie, nasz dom i to, co nam najbliższe – nasze myśli? To mogłoby być jak dobry, ożywczy sen i przebudzenie w białej, pachnącej świeżością krochmalonej babcinej pościeli. Mogłoby dać nam poczucie świeżości i wiosennej radości z odradzającego się życia… Czego Państwu i sobie z całego serca życzę!

Anna Kulik – dziennikarka, fascynuje ją historia, szczególnie Łodzi i regionu
Studiowała prawo, dziennikarstwo i komunikację społeczną. Absolwentka stosunków międzynarodowych. W 1994 roku rozpoczęła pracę w mediach. Pierwsze zawodowe kroki stawiała w łódzkiej redakcji „Super Expressu”. Od 1997 roku pracowała w „Wiadomościach Dnia”, zaś od 2000 do 2014 roku – w „Dzienniku Łódzkim”. Przeprowadziła wywiady m.in. z Tadeuszem Mazowieckim, Lechem Wałęsą, Jarosławem Kaczyńskim, Leszkiem Millerem, Bronisławem Komorowskim. W ostatnich latach zajmuje się wydawnictwami poświęconymi mało znanej historii Łodzi i regionu, której jest wielką pasjonatką.