U nas nie latają aniołki po korytarzach, a dzieci nie leżą krzyżem na podłodze. Kształcimy młodzież, która później ma się odnaleźć w społeczeństwie, takim, jakie ono jest. Wymagamy, ale też mamy sporo do zaoferowania – mówi o. Juwenalis Andrzejczak, dyrektor Szkół Bernardyńskich im. Pankiewicza.

LIFE IN. Łódzkie: Wielu ma obraz szkoły katolickiej jako ponurego gmaszyska, gdzie zakonnicy przy drzwiach sprawdzają, czy ktoś nie próbuje przemycić uśmiechu. Jak wygląda codzienność w szkole?

Juwenalis Andrzejczak: Była pani w czasie przerwy w szkole, widziała pani latające aniołki po korytarzach, widziała pani dzieci leżące krzyżem na podłodze.

No nie widziałam…

To szkoła jak każda inna, chodzą tu zwykłe dzieci. To, że mają swój określony światopogląd i wybierają świadomie szkołę katolicką – to na tym kończą się różnice. Podstawę stanowi siatka godzin jak w innych szkołach, bo ustala ją Ministerstwo Edukacji i nie może być ich mniej, za to może być więcej i to proponujemy. Mamy więcej matematyki, języka polskiego, informatyki, języków obcych. W zależności od potrzeb dzieci mogą też chodzić na zajęcia wyrównawcze, czy rozwijające. Tak jak w innych szkołach w tygodniu dzieci mają dwie godziny z religii.

W budynku przy ul. Pankiewicza 15 mieści się zespół Szkół Bernardyńskich, do niedawna funkcjonowało tu tylko gimnazjum i liceum.

Tak, udało nam się wyprzedzić reformę i poszerzyć ofertę szkoły przed likwidacją gimnazjów. W 2016 roku do funkcjonujących: liceum i gimnazjum dołączyła szkoła podstawowa. W tym roku wygaszamy gimnazjum i zostaje szkoła podstawowa i liceum.

Szkoła ma bogatą tradycję i wspaniałego patrona.

Szkoły Bernardyńskie mają wieloletnią historię. Założyciel to bł. o. Anastazy Pankiewicz, dziś patron naszej szkoły. Podczas hitlerowskiej okupacji klasztor i szkoła została zajęta, a zakonnicy wysiedleni. Samego o. Anastazego umieszczono w obozie w Dachau, gdzie poniósł śmierć męczeńską w 1942 r. Po wojnie Bernardyni wrócili do Łodzi, ale odzyskali tylko sutereny i parter. Wyższe kondygnacje zajęła władza, organizując w nich państwowe szkolnictwo. Budynek całkowicie odzyskano w 1989 r. Rok później przeniesiono tutaj Niższe Seminarium Duchowne Prowincji OO. Bernardynów – mieściło się dotychczas w Kalwarii Zebrzydowskiej. Po kilku latach funkcjonowania zostało przekształcone w katolickie liceum.

Czy, aby być uczniem w szkole katolickiej, trzeba reprezentować wartości chrześcijańskie?

Podczas rozmowy rekrutacyjnej do szkoły każdego ucznia pytam, czy to, że szkoła jest katolicka mu nie przeszkadza i czy do końca pobytu w szkole nie będzie mu to przeszkadzało, bo gdyby zaczęło, to my charakteru nie zmienimy. W statucie szkoły mamy zastrzeżenie, że przyjmujemy dzieci ochrzczone, czy to w kościele katolickim, czy innym wyrosłym na gruncie chrześcijaństwa. Tak postanowił przed laty ojciec Pankiewicz i tak do dzisiaj to funkcjonuje.

Społeczeństwo jest coraz bardziej zlaicyzowane. Nadchodzą ciężkie czasy dla szkół katolickich?

Myślę, że nie. Często podkreślam rodzicom, że my nie wychowujemy małych katolickich talibów, kształcimy normalną młodzież, która później ma się odnaleźć w społeczeństwie, takim, jakie ono jest. Jeśli ktoś jest wierzący pomagamy mu w tym, jeśli ktoś jest poszukujący pomagamy mu znaleźć odpowiedzi, ale jeżeli ktoś jest z gruntu wycofany, nie jest zainteresowany, to nie zmuszamy go. Tu dajemy dużą dozę swobody i tolerancji w dobrym tego słowa znaczeniu.

Szkoły mają swoje przewodnie motto?

Nie szukamy ideologii na siłę. Zadaniem jest kształcenie dzieci w jak najlepszej atmosferze, służącej ich rozwojowi. Może dlatego jest nam łatwiej osiągnąć ten sukces wychowawczy.

Jak się osiąga ten sukces wychowawczy?

Przede wszystkim trzeba postawić jasne granice, co wolno, a czego nie wolno. Mamy dość restrykcyjny regulamin, a zawarte w nim punkty na przykład zabraniają chłopcom noszenia długich włosów, a dziewczętom zbyt mocnego makijażu. Nie pozwalamy też nosić spodni z przetarciami i dziurami, a w młodszych klasach dzieci mają mundurki. Dress code obowiązuje w wielu firmach, dlaczego dzieci nie mają się go już uczyć w szkole. Jasno też stawiamy sprawę telefonów komórkowych, jak dziecko przekracza próg szkoły, zostawia je w swojej szafce. Często podkreślam, że nie jestem tu żadnym strażnikiem, dzieci po prostu wiedzą co wolno, a czego nie. Jeżeli zostaną przyłapane, że robią coś, czego nie wolno, ponoszą tego konsekwencje.

Zawsze?

Jeśli ktoś do mnie trafi odpowiednimi argumentami, to jestem nawet w stanie zgodzić się na długie włosy u chłopaka i malowane paznokcie u dziewczyny, oczywiście mam tu bardziej na myśli licealistów niż uczniów szkoły podstawowej. To też jest taki sygnał dla dzieci, że czasami warto postawić na swoim, jeśli ma się rację i argumenty na obronę swojego zdania.

Na co zwracacie szczególną uwagę?

Staramy się przede wszystkim znajdować złoty środek, skrajności nie są najlepszym rozwiązaniem. Przede wszystkim traktujemy dzieci jako osoby, którym możemy pomóc, ale nie jesteśmy za to w pełni odpowiedzialni, to rodzic jest odpowiedzialny za dziecko. Dlatego współpracujemy z rodzicami szukając różnych rozwiązań, a jeśli pojawiają się trudności – szukamy niestandardowych rozwiązań, mając zawsze na celu dobro dziecka. Czasami zdarza się, że się rozstajemy i dziecko trafia do innej szkoły. Bardzo zwracam uwagę na poszanowanie drugiego człowieka, cały system wartości, dlatego niektórym wydajemy się zbyt konserwatywni.

Co oprócz podstawowych zajęć oferuje szkoła?

Współpracujemy z uczelniami, mamy patronat Uniwersytetu Medycznego i w jego ramach organizowane są różnego rodzaju zajęcia. Uczniowie liceum biorą na przykład udział w projekcie Kumpel. Dzieci regularnie uczestniczą w warsztatach odbywających się poza szkołą. Bierzemy udział w licznych akcjach charytatywnych. Oferta jest naprawdę bogata. Staramy się, by dziecko w szkole otrzymało wszystkie potrzebne informacje i nie musiało korzystać z korepetycji. Wszystkie sale dydaktyczne wyposażone są w tablice interaktywne, szkoła jest monitorowana, a drzwi do szkoły zabezpieczone zamkiem elektrycznym podobnie jak i szafki każdego z uczniów. Na miejscu mamy też swoją kuchnię, gdzie serwujemy śniadania, obiady i podwieczorki. Dzieci w młodszych klasach odrabiają lekcje w szkole, by w domu mogły spędzać czas z rodzicami. Starsze wiadomo, muszą w domu utrwalać wiedzę i umiejętności, ale mają już wyrobiony ten nawyk i nie ma z tym kłopotu.

Na jakich zasadach odbywa się rekrutacja do szkoły?

Jednym z głównych punktów rekrutacji jest rozmowa ze mną. To okazja do tego, by poznać ucznia i jego rodziców i poinformować o zasadach wynikających z regulaminu. Potem trzeba oczywiście wypełnić kwestionariusz, napisać podanie. Lista wszystkich dokumentów znajduje się na naszej stronie internetowej www.pankiewicz.edu.pl.

Jak wygląda edukacja w liceum?

Trochę inaczej niż w szkołach publicznych. U nas wszyscy trafiają do klas ogólnokształcących, w drugim półroczu pierwszej klasy wybierają tzw. fakultety wstępne, a po pierwszym roku dokonują wyboru rozszerzenia wybranych przedmiotów. Dzięki temu wybór jest bardziej świadomy.

Prowadzicie też szkołę podstawową z oddziałami przedszkolnymi w Wiączyniu Dolnym?

Od września 2018 r. została otwarta nasza Publiczna Szkoła Podstawowa OO. Bernardynów w Wiączyniu Dolnym. Jest to nasze najmłodsze dziecko, ale dokładamy wszelkich starań, aby była najlepszym miejscem do nauki dla kolejnych pokoleń młodych Polaków.
Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcie Agnieszka Cytacka

Katolickie Liceum Ogólnokształcące, Bernardyńska Szkoła Podstawowa im. o. Anastazego Pankiewicza Łódź
ul. bł. o. A. Pankiewicza 15
tel. 42 656 11 24
szkola.bernardyni@wp.pl
www.pankiewicz.edu.pls