O tym, po co fałszuje się wino i dlaczego potrzebne są badania zawartości tego trunku, o nowych inwestorach, którzy pojawią się w Bionanoparku i powołaniu Międzynarodowej Agencji Badawczej rozmawiamy z Markiem Cieślakiem, prezesem Bionanoparku w Łodzi.

LIFE IN. Łódzkie: Po co się bada zawartość wina w winie?

Marek Cieślak: Obrót winem to dziś ogromny i stale rosnący rynek oraz wielkie pieniądze. Dlatego są próby fałszowania wina, zaniżania jakości, dodaje się sztuczne składniki, które niewiele mają wspólnego z tym szlachetnym trunkiem. Biznes winiarski w Polsce szacuje, że około 30 procent dostępnych u nas win może być fałszowanych. W takich badaniach, które proponujemy chodzi właśnie o to, aby przeciwdziałać tym procederom.

A sprawdziliście już, ile wina jest w Beaujolais Nouveau, które trafi na rynek w tym roku?

Sprawdzamy. Tego wina raczej się nie fałszuje, bo jest w sprzedaży przez krótki czas w roku i jeżeli w tym czasie się nie sprzeda, to później specjalnie się po nie nie sięga. Beaujolais Nouveau to raczej sposób na dobrą zabawę i promocję wina, którego Polacy coraz więcej kupują i wypijają.

Skąd pomysł na taką działalność w ośrodku naukowym?

Mamy bardzo dobrze wyposażone laboratoria. Doszliśmy do wniosku, że należy podjąć próbę wykorzystania tych urządzeń komercyjnie. Nasze laboratorium jest jedynym w tej części Europy, które ma odpowiednie certyfikaty i uprawnienia do tego typu badań. Działania zmierzające do tego, by stać się certyfikowanym ośrodkiem podjęliśmy już kilkanaście miesięcy temu, a w tym roku dostaliśmy uprawnienia. Importerzy i dystrybutorzy wina w Polsce, jeśli chcieli znać jakość sprowadzanego wina i jego skład, to do tej pory musieli zlecać takie badanie za granicą. Teraz mają nas. Ceny mamy konkurencyjne, a czas oczekiwania na wyniki znacznie krótszy.

Mówimy o winie, ale nie tylko wino możecie analizować?

Oczywiście. Będziemy rozszerzać nasze usługi w tym zakresie. Przymierzamy się do badania soków owocowych, miodów i innych produktów, co do których zachodzi podejrzenie, że również mogą być fałszowane.

A na czym polegają takie badania?

Badania robione są spektrometrem izotopowym. Pozwala on robić badania szybciej i dokładniej. Żeby nie zagłębiać się zbytnio w kwestie teoretyczne powiem, że możemy sprawdzić czy do wina dolano wodę i barwniki, czy dosypano cukru, a jeżeli tak, to czy to był cukier buraczany, czy z trzciny cukrowej, czy wzmocniono je alkoholem…

Na takich badaniach można zarobić?

Inaczej nie podejmowalibyśmy się ich. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że już wkrótce naszymi klientami mogą zostać niektóre sieci handlowe, które dystrybuują duże ilości wina. Jeżeli ich klienci zaczną się skarżyć na jakość dostępnego na półkach wina, które de facto będzie produktem winopodobnym, to będzie negatywnie wpływało na ich wizerunek i tym samym spadną ich obroty. Mamy w Bionanoparku unikatowe urządzenia, które były kompletowane pod kątem prowadzenia ewentualnych badań żywności w Unii Europejskiej. Wydawało się, że certyfikacja produktów żywnościowych to coś nieuniknionego, jednak różnego rodzaju lobby wymogło, by takiej certyfikacji nie wprowadzać. Dziś konsumenci coraz bardziej naciskają na to, by znać skład kupowanych produktów. Przecież wszyscy chcemy wiedzieć co jemy i pijemy. Więc myślę, że kwestią czasu jest to, kiedy certyfikowanie żywności zacznie być obowiązkowe.

Gdy rozmawialiśmy w ubiegłym roku mówił Pan, że chciałby w jakiejś części skomercjalizować badania prowadzone w Bionanoparku. Udało się?

Może bardziej pasuje twierdzenie, że jesteśmy na właściwej drodze to tego celu. Uzyskanie prawa do certyfikacji wina to był żmudny proces. Wzorowaliśmy się na laboratorium w Nantes, które ma najlepsze efekty w takich badaniach. Mogę powiedzieć, że wyniki badań naszego laboratorium dorównują ich, ze względu na metodę, której używamy. No i jeszcze jedna ważna kwestia – czas badania. Mamy też w planach stworzenie specjalnej biblioteki – bazy pochodzenia poszczególnych rodzajów wina. To pozwoli sprawdzać, czy dane na etykiecie dotyczące pochodzenia wina są prawdziwe. To wszystko, a także to, że przygotowujemy się do badania innych produktów żywnościowych, daje Bionanoparkowi duże możliwości w dziedzinie certyfikowania żywności i pozwoli zarabiać.

Dysponujecie terenami inwestycyjnymi, które możecie udostępnić potencjalnym inwestorom. Czy w najbliższym czasie pojawi się w Bionanoparku jakiś nowy inwestor?

Sfinalizowaliśmy transakcję z Grupą Eurofins. To firma globalna. Mają laboratoria i ogromne doświadczenie. Liczymy, że uda nam się uzyskać efekt synergii i będziemy mogli ich klientom zaproponować nasze usługi. Warto wiedzieć, że Eurofins dysponuje tysiącem akredytacji na badanie produktów żywnościowych, a także artykułów przemysłowych. W przyszłym roku planujemy wystartować z budową powierzchni laboratoryjnych pod wynajem. Nie ma w Łodzi takich przestrzeni, a są klienci, którzy są zainteresowani ich użytkowaniem. Chcą wynająć powierzchnię, wstawić tam swoje urządzenia i zacząć badania. Jeżeli udziałowcy Bionanoparku zgodzą się na takie rozwiązanie, to startujemy z tym projektem. Ponadto finalizujemy umowę w sprawie Międzynarodowej Agencji Badawczej, która ma powstać przy Bionanoparku. Byłaby to zupełnie nowa jakość prac badawczych w Łodzi i w Polsce. Projekt polegałby na skompletowaniu międzynarodowego zespołu wybitnych naukowców, którzy prowadziliby badania nad biopolimerami. Powstanie MAB pomogłoby nie tylko łódzkim uczelniom w zakresie rozwoju badań.

Bionanopark, to nie tylko laboratoria i badania, ale i inkubator, w którym działają firmy będące na początku swojej działalności. Ile ich działa w Bionanoparku?

Dziś mamy u siebie 40 firm, a w sumie przez nasz inkubator przeszło ich ponad 160. Większość z nich działa w branży IT. Dziś jest to chyba najbardziej interesujący segment rynku dla start-upów, a Łódź ma w tym zakresie spory potencjał. Mamy też firmy biotechnologiczne, które osiągają spore sukcesy