O małych pacjentach i ich sercach, nietypowej fotografii i muzyce rozmawiamy z prof. dr hab. n. med. Marią Respondek-Liberską, pediatrą, kardiologiem prenatalnym, kierownikiem Zakładu Kardiologii Prenatalnej Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki oraz Kierownikiem Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Wydziału Nauk o Zdrowiu.

LIFE IN. Łódzkie: Jest Pani absolwentką Akademii Medycznej w Łodzi , profesorem zwyczajnym belwederskim. Pani nazwisko jest znane w kręgach medycznych nie tylko w Polsce , ale również w wielu krajach Europy, Azji, Ameryki. Jest Pani zadowolona ze swoich wyborów życiowych?

Prof. Maria Respondek-Liberska: Na moje wybory życiowe złożyły się chęci, upór, wspaniali ludzie, którzy pojawili się na mojej drodze życiowej, ale także przypadki i „wyroki niebios”.

Spełniała Pani swoje marzenia z młodości?

Tak, jestem spełnioną osobą. Już jako dziecko chciałam pomagać innym (np. moim wspaniałym przyjaciołom czyli psom), ale od zawsze uwielbiałam także tajemnice i zagadki. Im bardziej skomplikowana sprawa, tym bardziej mnie wciągała. Im trudniejsze zadanie trzeba było rozwiązywać w liceum, tym było ciekawsze, szczególnie z chemii czy z matematyki. Miałam także wspaniałych nauczycieli m.in. języka niemieckiego. Szkoda, że nie mogę przywołać ich twarz , ale lekcje i satysfakcje z nauki jaką od nich dostałam, to droga do szczebli mojej zawodowej kariery.

Kocha Pani, swoich małych pacjentów, ich mamy, którym poświęca Pani nie tylko swoje zawodowe życie?

Moja praca codzienna to wielka przygoda z medycyną. Mali pacjenci (płody w łonie Matek jeszcze!), którzy albo nie mówią wcale albo „niewyraźnie”. Staram się zrozumieć co mają mi do powiedzenia wykorzystując do tego głowicę ultrasonograficzną. A mówią bardzo dużo i całkiem wyraźnie, o czym przekonuję się wraz z upływem czasu i rosnącym doświadczeniem. Okazuje się, że w 95 proc. przypadków dobrze odczytałam, to co mówił płód, noworodek lub dziecko. Są takie momenty, że mnie samej wydaje się to niemożliwe, ale dzisiejsza technologia medyczna jest obiektywna. Fizyki nie daje się oszukać, to my ludzie-lekarze, czasem popełniamy błędy w jej interpretacji. Zwłaszcza kiedy jesteśmy zmęczeni, kiedy sprzęt zawodzi, kiedy zamiast myśleć o pacjencie, myślimy o odpadającym tynku w gabinecie.

Kardiologiczne badania prenatalne dla wszystkich ciężarnych Polek – ta idea może być zrealizowana?

Badania prenatalne to hasło, które teoretycznie jest aktualnie realizowane, bo 95 proc. lub więcej kobiet jest pod opieką położników (w Polsce jest ich ok. 7 tysięcy), którzy powszechnie wykonują badania USG. Większość organów i tkanek płodu, zwłaszcza dużych i nieruchomych struktur takich, jak główka czy brzuszek, są łatwo dostępne do badania i do interpretacji. Serce płodu pracujące dwa razy szybciej niż u dorosłego, u pacjenta który nie śpi i wciąż zmienia pozycję, często leży tyłem do badającego, jest najtrudniejszym organem do dobrego zobrazowania, do osłuchania wszystkich jego elementów i do właściwego zinterpretowania. Pomyłki diagnostyczne zdarzają się, nawet tak duże jak wyśmiane w filmie „Botoks” – kiedy nie rozpoznano ciąży bliźniaczej, a taki błąd wcale nie jest trudny do popełnienia. Teoretycznie każda ciąża jest wskazaniem do badania serca płodu, bo wady serca występują 10 razy częściej niż zespół Downa. Ale na dziś nie ma w naszym kraju, ani żadnym innym, odpowiedniej kadry medycznej, która takie badania mogłaby wykonać powszechnie. Programy specjalizacji z położnictwa i ginekologii, z neonatologii, z perinatologii pomijają kardiologię prenatalną. Mamy w Polsce grupę ok. 70-100 entuzjastów kardiologii prenatalnej, fachowców, którzy nie mogą przebadać całej populacji ciężarnych (ok. 400 tys.), zatem muszą istnieć „wskazania”, aby do tych wybranych gabinetów skierować wybraną grupę ciężarnych.

Jest Pani piękną, zadbaną kobietą, uprawiającą sporty, kochającą zwiedzanie świata. Jak Pani godzi pracę naukową, swoje hobby – fotografię, z codziennością.

Miłe komplementy. Dziękuję. To dzięki mamie, która zabierała mnie w Tatry, kocham narty. Uczyła mnie również pływać, kajakować. Jako nastolatka przeżyłam wspaniałą przygodę pod żaglami, niewiele brakowało, a byłabym sternikiem morskim, tak bardzo byłam zakochana w pewnym „wilku morskim”. Zwiedzanie świata zawdzięczam trochę własnemu uporowi, trochę British Council i Kościuszko Foundation, które zasponsorowały moje stypendia. Właśnie medycyna oraz znajomość języka angielskiego otworzyły mi szeroko drzwi na świat. Mój amerykański tutor wysłał mnie na mój pierwszy międzynarodowy kongres z Philadelphii do Las Vegas. Tam poznałam prof. Stewarda Campbella, dzięki któremu odwiedziłam wraz z International Society of Ultrasound in Obstetrics&Gynecology Japonię, Amerykę Południową, Północną, nie mówiąc o stolicach Europy. Intensywne życie, intensywna praca, nie byłaby możliwa gdyby nie mój mocny punkt podparcia, czyli mąż prof. Paweł Liberski, który kocha książki, naukę i swoją pracę równie intensywnie jak ja. I jest niezwykle tolerancyjny, wyrozumiały , a także zaradny. Potrafi zadbać o naszą lodówkę, stół i dach nad głową…

A to hobby, ta „szczególna fotografia”, proszę o niej opowiedzieć.

Tak, kocham fotografować zarówno pejzaż jesienny jak i moich pacjentów, a niektórzy w 20 czy 28 tygodniu życia prenatalnego są tak piękni, urodziwi, zaskakująco podobni do urodzonych już noworodków, że czasami trudno od nich oderwać oczy. Gdybym miała więcej czasu, chciałabym utrwalić nie tylko zamrożone obrazy, ale i filmy z życia płodów. Co robią, jak się zachowują, jak reagują w pierwszym trymestrze ciąży, w drugim trymestrze, w trzecim trymestrze. Obserwując moich pacjentów od początku życia prenatalnego mogę wiedzieć, który z nich jest zdrowy i dobrze się czuje, a który jest chory i wymaga pomocy. Na razie cieszę się, że utrwalamy „zamrożone” obrazy, które od jakiegoś czasu raz w roku eksponujemy na sztalugach propagując hasło: „Luty miesiącem badań serca płodów”.

Kocha Pani dobry teatr , muzykę i potrafi jechać wiele kilometrów , na dobry koncert… To jaki rodzaj muzyki jest Pani bliższy: klasyczna, elektroniczna czy może raczej tradycyjny jazz?

Lubię muzykę instrumentalną, która koi moje zmysły , po długim dniu i słuchaniu ostrych dźwięków przepływu krwi. Ostatnio odkryłam fenomenalnego muzyka z Meksyku – Ernesto Cortazara (nie mylić z pisarzem Julio Cortazarem), ale kiedy jadę autem to z zespołem Queen, a kiedy czytam coś dobrego, to z królem Presleyem, a kiedy słyszę piękne wykonanie utworu Armstronga na trąbce w ciepły letni wieczór w łódzkim Parku Źródliska, to czuję jakbym Pana Boga złapała za nogi. Enrico Morricone jest wielki i chwała naszej publiczności, że go docenia, ale mamy także „własnego” – przyjaciela domu – Andrzeja Korzyńskiego, którego słucha cały muzyczny świat filmowy, a my czasem zapominamy o naszych wielkich polskich talentach. To „łapanie” pięknych chwil i momentów nabyłam w swoim życiu wraz z obcowaniem z pięknymi obrazami i grafikami. To co namalowali Krystyna Liberska, Benon Liberski czy narysował Leszek Rózga (moja najbliższa rodzina , moi artystyczni „guru”) jest tak piękne , wyraziste. Niepowtarzalne. Ich już nie ma z nami, więcej nie tworzą, ale to co po sobie pozostawili trwa i ubogaca nie tylko moje – nasze życie. Trudno przejść wobec nich obojętnie, podobnie jak wobec Picassa czy Moneta… Dlatego ich obrazy towarzyszą mi zarówno w domu jak i w pracy…

Czy ma Pani wady?

Może chociaż kilka… Oczywiście. Mam! Jestem uparta jak osioł, nie umiem być dyplomatą, zwykle najpierw mówię, a potem myślę. Nie umiem dobrze zabierać głosu publicznie, każdy wykład okupuję dużą dawką adrenaliny. Mam za mało czasu dla domu, przyjaciół i kochanych zwierzaków, wciąż mam kłopoty z fryzurą. No body is perfect. Ale kiedy się przeżyło całkowitą utratę włosów i kobiecą urodę, każdy promyk słońca jest na wagę złota.

W Zakładzie Kardiologii Prenatalnej badamy ciężarne (z terenu całego kraju) celem wyjaśnienia wątpliwości , które powstały w czasie położniczych badań USG lub kiedy w rodzinie występują wady serca. W Zakładzie Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych (w tym samym miejscu) prowadzimy zajęcia dydaktyczne dla studentów Uniwersytetu Medycznego. Taka podwójna afiliacja to wielkie szczęście , ale i wyzwanie organizacyjne…dzięki temu mamy lepsze wyposażenie naszych gabinetów i sprzyjające warunki pracy dla pacjentów , studentów i personelu medycznego.

Rozmawiała: Ela Czarnecka