Jakość zawsze powinna być najważniejsza, ale jak ma się o tym przekonać człowiek, który cały czas kupuje mięso i wędliny w supermarketach? Rozmowa ze Zbigniewem Krukiem, właścicielem Zakładów Mięsnych „ZBYSZKO” w Bedoniu oraz Centrum Sportowo-Rekreacyjnego w Wiączyniu.

LIFE IN. Łódzkie: Firma Zbyszko działa na rynku już od 20 lat. Jak by Pan w kilku zdaniach podsumował ten czas?

Zbigniew Kruk: To był bardzo pracowity i ciekawy czas. Miałem wtedy 38 lat, a to dobry wiek na rozpoczęcie biznesu. Można dużo zrobić, bo ma się doświadczenie, siłę i rodzinę, która jest wsparciem.

Ciężko było?

Na początku nigdy nie jest łatwo. Zaczynałem od handlu mięsem i wędlinami, zakład produkcyjny powstał później. Mieliśmy stoiska na Rynku Barlickiego, na Górniaku. Ludzie chętniej kupowali od nas niż w sklepach, bo mieliśmy wszystko świeże. Poza tym miałem towar z całej Polski, co było moją przewagą. Zawsze proponowałem im coś nowego.

Co Pan robił wcześniej?

Urodziłem się w Łodzi, ale pochodzę stąd, z Bedonia. Tu dorastałem i tu żyję od 58 lat. Ojciec miał gospodarstwo, na którym całą rodziną ciężko pracowaliśmy. Zajmowaliśmy się głównie przetwórstwem mięsa. Przez kilka lat pracowałem też w zawodowej Straży Pożarnej, ale jak zacząłem swoją działalność, to na karierę strażaka nie starczało czasu.

Jak osiąga się sukces, w branży, w której konkurencji raczej nie brakuje?

To rzeczywiście branża specyficzna. Szczególnie w Łodzi i okolicach, gdzie działa wielu dużych producentów mięsa. Konkurencja jest spora, ale ja to lubię. Dzięki niej trzeba cały czas dbać o to, żeby nasze mięso i produkty były wyjątkowe i wyróżniały się smakiem i jakością. Czasami myślę, że byłoby ciekawie, gdyby wszyscy łódzcy producenci mięsa i wędlin mieli sklepy jeden obok drugiego. Jestem pewien, że byłaby to zdrowa handlowa konkurencja. Nas zawsze wyróżniało i wyróżnia to, że oferowaliśmy wszystko na najwyższym poziomie. Nie tylko w Polsce ale i za granicami kraju.

Jaka część produkcji trafia na rynek zagraniczny?

Eksportujemy około 60 procent produkcji, przede wszystkim wołowinę. Sprzedajemy do wielu krajów europejskich i do Izraela. Prowadzimy rozmowy o eksporcie na rynki arabskie.

Ciężko sprzedawać mięso do innych krajów?

Bardzo ciężko, ponieważ trzeba mieć specjalne certyfikaty i uprawnienia eksportowe, zarówno dotyczące hodowli jak i produkcji. W przypadku niektórych krajów, takie uprawnienia wdraża się i zdobywa czasami nawet rok, dwa. My je mamy, a to świadczy o wysokiej jakości naszego mięsa i wędlin, a także o doskonałych warunkach produkcji.

Dlaczego?

Każdy kraj i instytucje kontrolujące, jak na przykład Inspektorat Weterynarii, narzucają producentom wysokie normy do spełnienia. Odbiorcy naszego mięsa regularnie nas wizytują i sprawdzają, w jakich warunkach odbywa się ubój, produkcja, pakowanie. Mam ogromną satysfakcję, kiedy po wizytacji zakładu, zagraniczni partnerzy kiwają z zadowoleniem głowami i mówią: „Panie Kruk, dobrze Pan to robi”.

Ostatnio widoczny jest trend świadomej konsumpcji. Zwracamy uwagę na to, co jemy. Czy jakość, która odgrywa wielką rolę w branży jest gwarancją sukcesu?

Jakość zawsze powinna być najważniejsza, ale jak człowiek, który cały czas robi zakupy w supermarketach, ma się przekonać, że mięso i wędliny mogą być smaczniejsze niż te z półek? Przecież tam wszystko smakuje tak samo, niezależnie od tego, kto jest producentem. Kupując w markecie, nie czytamy o tym, ile mięsa jest w produktach, tylko patrzymy na termin przydatności. A wystarczyłoby pójść do naszego sklepu firmowego, żeby się przekonać jak smakuje prawdziwa kiełbasa, szynka czy gęsina. Dopiero wtedy moglibyśmy mówić o świadomej konsumpcji.

Co było dla Pana największym biznesowym wyzwaniem?

Gdy się działa w branży mięsnej, to cały czas ma się takie samo wyzwanie – utrzymać wysoki poziom produkowanego mięsa i wędlin. Żeby tak się stało, trzeba wstawać o 3-4 w nocy, doglądać całość – od uboju do załadunku na samochód gotowych produktów. I przede wszystkim, choć to ciężka praca, trzeba ją lubić, a obowiązki traktować z pasją. No i jeszcze jedno, chyba najważniejsze, trzeba dobrać odpowiednich ludzi, którzy starają się słuchać, potrafią się uczyć i wykonują swoją pracę rzetelnie.

Ma Pan szczęście do ludzi. Skąd Pan ich bierze?

Sami przychodzą. Znają mnie, wiedzą, że tu mogą się nauczyć fachu i zarobić. Pytał Pan o wyzwania… Kiedy się zaczęły masowe wyjazdy młodych Polaków za granicę, to wyzwaniem było mieć kim ich zastąpić. Moi ludzie szybko znajdują zatrudnienie u zagranicznych producentów, bo mają wysokie umiejętności. Zatrzymać ich to była i jest sztuka. Nam się to udaje. Dziś zatrudniam ponad 200 osób, znam większość z nich z imienia i nazwiska.

Jakie wartości przyświecają Panu w prowadzeniu biznesu?

Odpowiedzialność i sumienność – to są te cechy, bez których trudno żyć. Poza tym w życiu musi być harmonia. Synowi zawsze tłumaczę, że musi się nauczyć dwóch rzeczy: ciężko pracować i z uśmiechem wydawać.

Które Wasze produkty cieszą się największym uznaniem kupujących?

Obecnie posiadamy ciekawą gamę produktów pod hasłem „Z Bedonia Wsi”, przygotowywanych miejscowym sposobem. Cenione są także wędzonki, wyroby z wołowiny, z gęsiny.

Pana pasją jest jazda konna…

Nie tyle jazda konna, choć lubię jeździć, ile konie. Kiedyś na wsi trudno było znaleźć gospodarstwo bez konia. Dziś jest inaczej, ale dla mnie konie wciąż są bardzo ważną częścią życia.

To dlatego stworzył Pan Centrum Sportowo-Rekreacyjne „ZBYSZKO” w Wiączyniu?

Ponad 20 lat temu miałem wypadek, który ograniczył moją aktywność fizyczną – nie mogę jeździć na nartach, nie mogę uprawiać wielu sportów. Mogę za to jeździć konno. Lata temu kupiłem ziemię w Wiączyniu. Piękne miejsce z dostępem do lasu, a że konie to moja pasja, więc powstała stajnia z hodowlą koni. Później stworzyliśmy ośrodek jeździecki, zaczęliśmy organizować zawody. Dziś Centrum to popularne miejsce, w którym można rodzinnie i aktywnie spędzić czas, z restauracją i wieloma ciekawymi imprezami.

Konie z Waszej hodowli chętnie są kupowane?

Coraz chętniej. W zeszłym roku sprzedaliśmy sześć koni. Pojechały do Azji, wcześniej sprzedaliśmy kilka do USA, Japonii. Nasze konie z sukcesami startują w wielu zawodach jeździeckich – w powożeniu, skokach. Doczekaliśmy się swoich czempionów. W 2002 i 2004 moje konie zajęły pierwsze i drugie miejsce na wystawach.

Wspiera Pan lokalną społeczność, sponsoruje sport. Za swoją działalność otrzymuje nagrody.

Ostatnio otrzymaliśmy tytuł laureata w konkursie „Sposób na Sukces” w kategorii Inicjatywa na rzecz rozwoju społeczności lokalnych. Konkurs pod patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy promuje najciekawsze przedsięwzięcia gospodarcze i działalność charytatywną.

Ma Pan troje dorosłych dzieci? Kogo szykuje Pan do sukcesji?

Mam syna i dwie córki. Córki już się usamodzielniły, mają firmę handlującą mięsem. Syn już drugi rok pracuje ze mną i kiedyś przejmie odpowiedzialność za firmę. Jestem pewien, że rozwinie ją, wprowadzi na nowe rynki.

Zdradzi Pan plany na najbliższą przyszłość?

Chcemy być jeszcze bardziej widoczni w naszym regionie i Polsce. Planujemy rozwój naszej sieci sprzedaży i zwiększenie liczby sklepów, których dziś mamy prawie 50. Nasze produkty dostarczamy do jednej z dużych sieci handlowych. Mamy tam swoje stanowiska i chcemy rozwijać ten sposób dystrybucji. To w Polsce. A jeżeli chodzi o zagranicę, to chcielibyśmy zwiększyć eksport do Izraela i planujemy wejść na rynki arabskie. Nasza wołowina jest tam bardzo ceniona. l

Rozmawiał Robert Sakowski
Współpraca Damian Karwowski

Zakłady Mięsne „ZBYSZKO” Zbigniew Kruk
Bedoń Wieś
ul. Słowiańska 9
e-mail: biuro@zm-zbyszko.pl
www.zm-zbyszko.pl
tel. 42 213 25 47

 

Centrum Sportowo-Rekreacyjne „ZBYSZKO”
Wiączyń Dolny 58a
Nowosolna / Łódź
tel. 697 870 028
e-mail: biuro@centrumzbyszko.com.pl
www.centrumzbyszko.com.pl