W przeszłości piłkarz i rockandrollowiec. Dziś akcjonariusz centrum księgowo-podatkowego, jednego z największych i najnowocześniejszych w Polsce – Witold Zapędowski, założyciel i prezes spółki CeDePe.

LIFE IN. Łódzkie: Piłkarz, gitarzysta basowy, miłośnik kultury ukraińskiej, doradca podatkowy, przedsiębiorca – jest Pan człowiekiem wielu pasji i zainteresowań…

Witold Zapędowski: To prawda, zainteresowań mam wiele, ale w związku z tym życie mam ciekawe. Poza tym jak coś robię, to robię to z pasją.

Najpierw była miłość do piłki nożnej, ale szybko przeszła…

A skąd, nigdy nie przeszła, pojawiła się nowa. Kiedy miałem piętnaście lat pokochałem muzykę. Dziś żartuję, że to było jakby mnie piorun AC/DC trafił. W liceum poznałem Przemka Stangierskiego, to mój najbliższy przyjaciel i wspólnik. Ma za sobą doświadczenie w pracy dla takich gigantów biznesowych, jak AT Kearney. Wspólnie stworzyliśmy zespół Klaatu i zaczęliśmy życie rockandrollowców. To był szalony czas. Mieliśmy po kilkanaście lat, wiele chęci i sporo talentu. Rozpierała nas energia i chęć tworzenia. Tamten czas mocno wpłynął na nasze późniejsze życie.

Zagraliście setki koncertów, nagraliście dwie płyty, jedną nawet z Kubą Wojewódzkim…

To było w 2003 roku. Wtedy zespół już nie istniał, a każdy z nas zajęty był własnymi sprawami. Nie myśleliśmy o występach, ale wciąż kochaliśmy muzykę. Kuba zagrał z nami na perkusji. On nas zawsze wspierał i promował.

Jakim cudem biegający po scenie muzyk rockowy, z długimi włosami zostaje doradcą podatkowym?

Przez przypadek. Skończyłem ekonomię na Uniwersytecie Łódzkim, a koleżanki z roku namówiły mnie na specjalizację z rachunkowości. Po studiach i zakończonej karierze muzyka stanąłem przed nie lada wyzwaniem, musiałem poszukać nowego sposobu na życie. Był rok 1993, właśnie wprowadzono rozliczenie VAT dla przedsiębiorców. Ludzie nie wiedzieli jak to robić, nie było specjalistów, więc się tym zająłem. Rozniosło się, że rozliczam szybko i bez błędów. Od tamtej pory żartuję, że jestem najbardziej hardrockowym biurem podatkowym w Polsce.

W każdym biznesie najważniejsze jest, żeby w odpowiednim czasie trafić w odpowiednią niszę…

Trzeba też mieć trochę szczęścia. Jednym z pierwszych moich klientów było Radio Manhattan dzisiejsza Eska. Zaufali mi, a ja nie zawiodłem. Po nich przyszli inni. Dziś CeDePe to firma, która działa na rynku od 25 lat, zatrudniamy kilkadziesiąt osób – księgowych i specjalistów z dziedzin związanych z szeroko rozumianą rachunkowością, współpracujemy z wieloma kancelariami prawnymi i specjalistycznymi firmami. Zaczynaliśmy w Łodzi, ale dziś mamy klientów w całej Polsce i za granicą. Myślę, że przyciągamy ich naszą kompletną usługą, profesjonalizmem, indywidualnym podejściem i ogromnym doświadczeniem.

Pana firma to nie tylko biuro księgowe. Z wachlarza oferowanych usług, które uznałby Pan za najważniejsze?

Nie stawiałbym tego w ten sposób, bo wszystkie usługi, które świadczymy mają swoją wagę. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby klienci, którzy do nas trafiają mieli pewność, że znajdą tu pomoc w każdym temacie, który związany jest z prowadzeniem biznesu i dostaną odpowiedź na każde pytanie, które ich nurtuje. Oczywiście główna nasza działalność to usługi księgowo-kadrowe i doradztwo podatkowe. Z tego jesteśmy znani, a klienci doceniają wysoką jakość świadczonych usług.

W księgowości na całym świecie wciąż najważniejsi są księgowi i segregatory w przepastnych szafach. Zmieni się to kiedyś i człowieka zastąpi księgowość elektroniczna?

Księgowość z natury jest konserwatywna i chyba dobrze, że tak się dzieje. Przecież za fakturą czy jakimkolwiek innym rachunkiem stoją konkretne pieniądze i trzeba je traktować w należyty sposób. Poza tym jest wiele skomplikowanych spraw księgowo-podatkowych, które wymagają bezpośrednich konsultacji i rozmów z fachowcem. My mamy takich fachowców. Dzięki nim mamy również znakomitych klientów. Technologie mogą pomóc specjalistom, ale ich nie zastąpią.

Zdradzi Pan komu prowadzi księgowość i doradztwo podatkowe? To duże firmy czy małe?

Każdy może skorzystać z naszych usług więc są to firmy duże i małe. Nie będę wymieniał ich nazw, bo zajęłoby nam to za dużo czasu. Powiem tylko, że w ciągu 25 lat działalności zaufało nam ponad dwa tysiące firm reprezentujących różne branże. Są to spółki polskie i zagraniczne. Realizowaliśmy i realizujemy usługi dla takich gigantów jak Giełda Papierów Wartościowych, linie lotnicze Centralwings czy Enter Air, współpracowaliśmy przy budowie Stadionu Narodowego, z czego jestem bardzo dumny, doradzamy i realizujemy usługi największym firmom z branży rolniczej.

Benjamin Franklin miał kiedyś powiedzieć, że w życiu pewne są tylko dwie rzeczy – śmierć i podatki. Jeżeli chodzi o pierwsze, to trudno z tym dyskutować, a jak jest z podatkami? Można ich uniknąć?

Nie! Unikać podatków nie radzę, bo to może się źle skończyć, ale zawsze można płacić je mniejsze. Nie żyjemy przecież w średniowieczu, nie mamy dyktatury i nikt od nas nie oczekuje, że bez gadania będziemy płacić podatkową daninę. Obowiązujące prawo nakazuje płacić podatki, ale daje też podatnikowi możliwości skorzystania z dostępnych ulg i innych, zgodnych z przepisami, rozwiązań. Bo przecież chodzi o to, żeby fiskus dostał to, co mu się należy, a przedsiębiorca miał wystarczająco dużo środków na prowadzenie i rozwój firmy. W tym roku minie trzydzieści lat od transformacji politycznej i gospodarczej Polski. Ja na rynku księgowo-podatkowym działam od dwudziestu pięciu. Widzę, jak w tym czasie dużo się zmieniło na korzyść w naszym systemie podatkowym. Zmieniła się też mentalność wszystkich, którzy podatki płacą.

Wróćmy jeszcze do piłki nożnej, wciąż Pan gra?

Gram w futsal. Mamy drużynę oldbojów i okazjonalnie lubimy sobie zagrać. Dlaczego Pan pyta?

Pytam o futbol, bo to główny powód tego, że przed kilkoma laty zainteresował się Pan inwestycjami na Ukrainie – otworzył Pan biuro we Lwowie i planuje kolejne w Kijowie…

To prawda, pojechaliśmy kiedyś do Łucka na imprezę piłkarską. To był mój pierwszy kontakt z tym krajem. Później byłem tam kilka razy prywatnie, a biuro otworzyłem w 2008 roku. Jeden z moich polskich klientów zaczął na Ukrainie inwestycję i potrzebował obsługi księgowej, która zna specyfikę rynku, ukraińskie przepisy podatkowe i prawo. Udało mi się znaleźć wspólniczkę, którą jest Irina Kaczmarczyk i zaczęliśmy współpracę opartą na zaufaniu, szacunku i profesjonalizmie. Na początku wszystko było ustawione pod tego jednego klienta, ale później zaczęli się pojawiać kolejni. Teraz mamy także klientów z Ukrainy, którzy inwestują w Polsce. CeDePe Ukraina zatrudnia obecnie 20 osób.

Ukraina to dobre miejsce do prowadzenia biznesu?

Jak mnie ktoś pyta czy warto tam inwestować, to zawsze odpowiadam, że warto, a nawet trzeba. Ukraina potrzebuje tych inwestycji. To kraj wielkich możliwości i szans. Ale przecież w żadnym biznesie nie ma pewnych inwestycji. Ani tu, ani tam.

Rozumiem, że Ukraina to dla Pana tylko miejsce do robienia biznesu?

Nie tylko. Ukraina jest jak kobieta – intryguje, przyciąga, fascynuje. To ogromny, świetnie położony kraj, który ma przed sobą wiele szans. Nasze kraje zaczynały transformację w tym samym czasie. Nam się udało, a im jeszcze nie. Podziwiają nas za to, co osiągnęliśmy. Oni jedną nogą wciąż stoją w postsowieckiej rzeczywistości, a drugą próbują postawić w demokratycznej Europie. Niedawno ich parlament wypowiedział się za integracją z Unią Europejską i NATO. Trzeba im w tym pomóc. Mentalnie jesteśmy przecież sobie najbliżsi. Więcej nas łączy niż dzieli. Ich jest czterdzieści pięć milionów, nas prawie czterdzieści i razem, gdybyśmy potrafi li ze sobą współpracować, moglibyśmy stanowić ogromny rynek i silną wspólnotę. Ukraińcy od stuleci musieli walczyć o swoją niepodległość. Życzę im, aby wreszcie mogli żyć w wolnym, niezależnym i demokratycznym kraju, bo na to zasługują. Od Polaków powinni zawsze otrzymywać pomoc i wsparcie, bo przecież lepiej mieć za sąsiadów przyjaciół niż wrogów. To powinno być szczególnym wyzwaniem dla naszego biznesu i polityków.

Oprócz Ukrainy inwestuje Pan w Warszawie. Biuro 1 to Pana adres w stolicy.

Biuro w Warszawie działa od 2002 roku i powstało po to, żebyśmy mogli lepiej obsługiwać naszych klientów, którzy mają siedziby w Warszawie, zarówno polskich jak i zagranicznych. Oprócz usług księgowych prowadzimy tam również usługi sekretaryjne i prawne.

Ale nie myśli Pan o tym, żeby swój biznes wyprowadzić z Łodzi do Warszawy?

Absolutnie. Jestem łodzianinem, tutaj mieszka moja rodzina, tu się wszystko zaczęło, co w moim życiu ma jakąś wartość. Kilka lat temu zainwestowałem we własny biurowiec, kupiłem budynek, w którym przed wojną była łaźnia miejska, zrewitalizowałem go i unowocześniłem. Mam wielu klientów z Łodzi. Nie myślę o wyprowadzce, poza tym stąd jest wszędzie blisko.

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcia Agnieszka Cytacka