O tym, dlaczego jakość produkowanej żywności i jakość obsługi daje firmie Grot przewagę nad innymi i przyciąga klientów opowiada Dominik Grot, nadzorujący w firmie Grot rozwój sieci sprzedaży.

LIFE IN. Łódzkie: Przejął Pan z bratem stery w firmie, ale każdy z Was odpowiada za inny segment działalności, Pan jest prezesem odpowiedzialnym za sklepy. Jakie ma Pan plany na rozwój sieci sprzedaży firmy Grot?

Dominik Grot: Nie jest tajemnicą, że rozwijamy sieć sklepów i chcemy ich mieć coraz więcej. Postawiliśmy sobie cel, żeby rok do roku zwiększać sprzedaż naszych produktów. A to wiąże się z tym, że co roku otwieramy trzy, cztery nowe sklepy.

To ile sklepów ma teraz firma Grot?

Niedawno otworzyliśmy sklep w Aleksandrowie Łódzkim i w sumie mamy już ponad 70 sklepów. Większość jest w Łodzi i w okolicy – w Pabianicach, Zgierzu i Konstantynowie. Trzy w Bełchatowie, jeden w Radomsku i 11 w Warszawie. Do końca roku planujemy otworzyć jeszcze dwa punkty – jeden w Warszawie i jeden w naszym województwie. W naszej sieci sprzedaży mamy również sklepy franczyzowe, czyli takie, w których właścicielami są inne podmioty, ale działają one pod naszym szyldem i oferują wyłącznie nasz asortyment. Pięć z nich działa w Warszawie, a reszta w naszym województwie.

W branży duża konkurencja, jak sobie z tym Pan radzi?

Postawiliśmy na jakość, zarówno jeżeli chodzi o jakość produkowanej żywności, jaki i jakość obsługi. I to jest to, co daje nam przewagę nad innymi i przyciąga do nas klientów. I pomimo sporej konkurencji na rynku produkcji i sprzedaży żywności, jesteśmy w stanie rywalizować z innymi jak równy z równym. Często też wygrywamy tę rywalizację.

Jakie wartości przyświecają Panu w prowadzeniu biznesu?

Uczciwość wobec pracowników i klientów. Z pracownikami zawsze gram w otwarte karty, pokazuję na czym nam zależy i jakie cele chcemy osiągać. Z kolei klientom tłumaczymy, dlaczego nasze produkty są lepsze od innych. Informujemy o tym, że do produkowanej przez nas żywności nie dodajemy chemicznych ulepszaczy. Zapraszamy ich do degustacji, bo w ten sposób najlepiej jest pokazać to, że nasze produkty są smaczne i jakościowo znacznie lepsze od tych z super i hipermarketów. Jesteśmy otwarci na uwagi i potrzeby klientów – w ten sposób dowiadujemy się co im smakuje, co chcieliby zmienić.

W ofercie firmy znaleźć można wyroby wędliniarskie, premium, tradycyjne, z gęsiną, dla alergików, mięso, wyroby garmażeryjne, dania gotowe, surówki. Czy są takie produkty, które są tymi najważniejszymi dla firmy i cieszą się największym uznaniem wśród konsumentów?

Tutaj doskonale sprawdza się zasada Pareto, czyli 80 procent przychodów osiągamy ze sprzedaży 20 procent produktów. „Wędliny z beczki”, kiełbasa grotowska, wędliny wpisane na listę produktów tradycyjnych: wędzonka z beczki, salceson gospodarza, kaszanka oraz pierogi z serem, to są właśnie nasze sztandarowe produkty. Klienci mają różne potrzeby więc dla każdego musimy mieć odpowiednią ofertę, bo jak nie znajdą swojej ulubionej wędliny czy pierogów u nas, to pójdą gdzie indziej.

Zdradzi nam Pan swój największy dotychczasowy sukces. W sprzedaży najważniejsze jest to, żeby nie tracić klientów. O sukcesie można mówić wtedy, kiedy pozyska się nowych. A zatem jeżeli my w tych trudnych dla handlu czasach rozwijamy sieć swoich sklepów otwierając nowe, znajdujemy ludzi, którzy chcą dla nas pracować, to to jest właśnie ten sukces.

Kiedy ostatni raz siedział Pan za sterami samolotu?

Tydzień temu leciałem awionetką z Piotrkowa do Kielc, później do Częstochowy i z powrotem do Piotrkowa.

Pytam o to, bo wiem, że skończył Pan szkołę w Dęblinie i latanie jest Pana pasją.

Lotnictwo interesowało mnie już od dziecka. Kiedy miałem 15 lat spakowałem się i oznajmiłem mamie, że jadę do liceum lotniczego w Dęblinie. Spędziłem tam cztery lata. Można powiedzieć, że za sterami szybowca, a później samolotu siedziałem wcześniej niż za kierownicą samochodu. Najpierw zdobyłem licencję pilota, a dopiero później prawo jazdy. Samochody nigdy nie ciągnęły mnie tak, jak samoloty. Później miałem w planach studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych, ale akurat tak się złożyło, że w momencie gdy skończyłem liceum, na dwa lata wstrzymano nabór do szkoły. To trochę wyhamowało mój zapał do latania. Po liceum trafiłem do Wojskowej Akademii Technicznej, na wydział cybernetyki. Później pojawiły się jakieś problemy z kręgosłupem i musiałem zapomnieć o lataniu na F16 i w ogóle o lataniu. Temat wrócił kilka lat temu i od tamtej pory latam rekreacyjnie jako pilot małych samolotów cywilnych.

A co z nurkowaniem?

Dużo Pani wie na mój temat. Pierwszy raz nurkowałem jakieś cztery lata temu i bardzo mi się spodobało. Schodząc pod wodę na głębokość kilkudziesięciu metrów, człowiek całkowicie odrywa się od ziemskich spraw i problemów. Pod wodą trzeba być skoncentrowanym na tym, co robi partner, bo nurkuje się zawsze parami, na czynnościach, które trzeba wykonać, żeby zapewnić bezpieczne pływanie i na wyjątkowym otoczeniu.

Czy doświadczenia z pasji można wykorzystać, przełożyć do działań w biznesie?

Umiejętność koncentracji sprawia, że potrafię skupić się na podejmowanych działaniach, łatwiejsza jest realizacja określonych celów i zadań. Poza tym pod wodą, w powietrzu i w biznesie nie można podejmować pochopnych decyzji – to też jest ważna umiejętność. No i spokój w sytuacjach kryzysowych, gdy nie wszystko idzie tak, jakbyśmy chcieli.

Jak przekonałby Pan konsumentów do tego, aby wybrali właśnie wyroby firmy Grot?

Pewnie Panią zaskoczę, ale nie musimy nikogo do nas przekonywać. Za nas robią to nasi klienci, którzy chętnie polecają nasze wyroby rodzinom, znajomym, sąsiadom. Marketing szeptany, to najlepsza i najskuteczniejsza forma reklamy. Po nasze pierogi, krokiety i gołąbki ustawiają się kolejki. Ludziom smakują nasze produkty i chcą je kupować w naszych sklepach. Cieszy mnie, kiedy widzę u nas tłum, a obok w sklepie konkurencji pustki. Poza tym nasze sprzedawczynie, to nie tylko osoby od wydawania towaru i pobierania pieniędzy. To doskonale wyedukowani doradcy, którzy niezdecydowanym podpowiedzą co wybrać, a zdecydowanych pochwalą za wybór.

Czy to znaczy, że szkolicie swój personel?

Dokładnie tak – szkolimy sprzedawców i kierowników sklepów. Prowadzimy szkolenia z towaroznawstwa i z przeznaczenia kulinarnego poszczególnych rodzajów mięsa i oferowanych produktów. Organizujemy również szkolenia z obsługi klientów i właściwego podejścia do klienta.

Czy nie obawia się Pan, że sprzedaż oferowanych przez Was produktów będzie spadać, bo coraz więcej osób ulega modzie na wegetarianizm?

To prawda, ale to co jest modne dzisiaj, przestaje być modne jutro. Moda na wegetarianizm trwa od kliku lat, a mięso jemy od tysięcy lat i jestem pewien, że z własnej woli nigdy z niego nie zrezygnujemy. Poza tym można być fit nie rezygnując z mięsa, wędlin i produktów wędliniarskich. Ważne, żeby to było smaczne i dobrej jakości. Właśnie takie, jak nasze.

Na koniec chciałabym zapytać o to, jaki typ pracy odpowiada Panu bardziej – za biurkiem, czy bezpośrednio nadzorując działalność sieci sklepów?

Nadzór nad sprzedażą, rozwój sieci sklepów, szkolenia pracowników – to wolę, bo to daje bezpośredni efekt i dużą satysfakcję. Praca za biurkiem też jest ważna, ale ja nie należę do rodzaju fotelowych menedżerów. Zresztą nawet Państwa nie zaproszę do swojego biura, rzadko w nim bywam. Teraz też wyjeżdżam do jednego z naszych sklepów.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Paweł Keler