Lubię włoskie szaleństwo, gdzie kolor i żywe tkaniny grają pierwsze skrzypce. Lubię rzeczy kunsztowne i wyjątkowe, takie perełki. I takie meble tworzę – mówi Judyta Badowska, historyk sztuki, właścicielka Galerii Art and Craft.

LIFE IN. Łódzkie: Wyjątkowe miejsce na łódzkiej mapie, „londyńska” kamienica przy ul. Tuwima 31, a w niej Art and Craft – jedyna taka galeria z niezwykłymi meblami. Jak zrodził się pomysł na jej powstanie?

Judyta Badowska: Jak to często bywa z marzeń. Od zawsze myślałam o własnej galerii. A dlaczego akurat meble? Poniekąd wynika to z mojej drogi zawodowej, z wykształcenia jestem historykiem sztuki, oprócz tego, że obroniłam doktorat z łódzkiej architektury okresu Ziemi Obiecanej, to prowadząc zajęcia z historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim, prowadziłam wykłady z historii meblarstwa. Ponieważ cieszyły się dużym zainteresowaniem, zaczęłam zgłębiać wiedzę z tego zakresu. I tak zrodziła się moja pasja – tworzenia niezwykłych mebli, która na dodatek pozwala mi wyszaleć się manualnie. Nie chciałam zajmować się antykami, chciałam tworzyć coś nowego, ale z historycznym rysem. Zaczęłam więc tworzyć repliki mebli z epoki. I nie dość, że jestem spełniona artystycznie – wciąż odzywa się we mnie żyłka belfra, gdy mogę nieco uchylić rąbka historii moim Klientom. Paradoksem natomiast jest fakt, iż wprowadzam do sprzedaży produkt całkiem nowy, ale z wielowiekową tradycją.

Tworzy Pani świetne repliki niepowtarzalnych antyków i przedmiotów użytkowych, które są owocem fascynacji sztuką barokową i rokokową. Dlaczego właśnie te epoki?

Ludwik XV, Ludwik XVI to są takie słowa klucze. W procesie mojej pracy, mój gust i upodobania nieco ewoluowały i przekonałam się, że mebel barokowy, daje największe pole do popisu dla kreacji artystycznej. Staram się nie przekłamywać stylu pod względem formalnym, jednak chcę ten styl trochę ożywić i unowocześnić, nadać mu designerski pazur. Nie chcę tworzyć nudnych mebli, chcę by było to novum w starej formie. Lubię kreować, bawić się kolorem.

Czy zdradzi nam Pani tajniki swojej pracy? Jak długo trwa proces twórczy – od koncepcji aż do finalnego efektu?

To wszystko zależy od wielkości mebla, ale tak standardowo około miesiąca. Stelaż każdego mebla wykonywany jest na zamówienie we Włoszech. Jadę po niego osobiście, bo dbam o mebel od samego początku aż do końca. Później zabieram się za malowanie, maluję ręcznie, posługując się metodą weneckich ebenistów, polegającą na nakładaniu wielu warstw malatury, co czyni powierzchnię mebla bogatą, niemal trójwymiarową. Metoda ta jest bardzo praco – i czasochłonna. Także tkaniny – żakardy, jedwabie i tapiserie, które stosuję do obić, są najwyższej jakości. Ale najważniejsze i zarazem najtrudniejsze jest złocenie i patynowanie. Kolor musi być w odpowiednim odcieniu, a patyna sprawiać wrażenie prawdziwej. I chyba udaje mi się osiągnąć zamierzony efekt. Jako anegdotę przytaczam często scenkę, gdy klient upierał się, że mebel przeze mnie wykonany to antyk, kwitując spór uwagą „pani się nie zna”, co poczytałam sobie za komplement. Każdy mój mebel jest inny, niepowtarzalny, o wysokim poziomie artystycznym. Stawiam sobie wysoko poprzeczkę, żeby uniknąć komercji.

Klienci wchodzą do galerii i od razu kupują meble, które widzą, czy proszą o wykonanie mebla na zamówienie?
Mam oczywiście ofertę katalogową. Klient otrzymuje gotowy produkt, nie musi się angażować w proces projektowy. Ale bardzo często, szczególnie dla koneserów, tworzę meble na zamówienie. To klienci, którzy dokładnie wiedzą czego chcą. Nie ukrywam, że czasami są to naprawdę duże wyzwania, ale ja lubię się z nimi mierzyć, bo tworzenie daje mi dużo satysfakcji.
Często jeździ Pani do Włoch. Szuka tam Pani inspiracji?

Myślę, że widać ją w meblach, które tworzę. W swojej pracy twórczej przeszłam od fascynacji sztuką francuską, bardziej powściągliwą, elegancką, subtelną do włoskiego szaleństwa, gdzie kolor i bardzo żywe tkaniny grają pierwsze skrzypce. Moje meble w bardzo wyraźny sposób nawiązują do mebli weneckich z okresu XVII i XVII wieku, o czym można się przekonać zwiedzając tamtejsze muzea z wyposażeniem z tego okresu.

Czy meble, które Pani tworzy nadają się tylko i wyłącznie do wnętrz z epoki?

Ależ skąd. Mebel stricte pałacowy wcale nie musi stać w pałacu czy dworku. On się świetnie czuje w nowoczesnym otoczeniu. Wtedy właśnie ukazuje pełnię swoich możliwości – kolorów i bogatej formy, przełamując surową konwencję swojego otoczenia. Te meble się świetnie spisują nawet w nowoczesnych biurowcach.

Zaciekawiła mnie jeszcze oferta kufrów posagowych i tworzenia własnych kolekcji pościeli.

Postanowiłam sięgnąć do pięknej tradycji kufrów posagowych i umożliwić swoim klientom tworzenie własnych kolekcji pościeli, bielizny domowej czy bielizny nocnej. Mam szeroki wybór modeli i kolorów, uszytych z największą starannością i dbałością o detal. Wykonuję również haftowane monogramy, które czynią każdy z elementów tworzonej przez klienta kolekcji wyjątkowym i dedykowanym konkretnym osobom. Kolekcję taką, jak dawniej, można kompletować przez lata, przy okazji kolejnych rocznic czy uroczystości rodzinnych, wedle własnych potrzeb, my natomiast gwarantujemy ciągłość kolekcji przez wiele lat.

A te obrazy na ścianach?

To nie są obrazy, choć je przypominają i dobrze, bo taki był zamysł. Są to tapety, które również mamy w ofercie. Drukowane na płótnie, łatwe w montażu, dzięki możliwości dopasowania wielkością do żądanego rozmiaru – doskonale dekorują i porządkują wnętrze. Współczesnych wzorów nie używam, hołduję zasadzie, iż z historii sztuki i rzemiosła należy czerpać pełnymi garściami, wykorzystywać wspaniałe osiągnięcia minionych pokoleń. Polowanie, przegrzebywanie arkuszy, innych wzorów, wydobywanie tego na światło dzienne, to odkrycie na miarę innych odkryć. Cieszę się bardzo, kiedy klient przychodzi i mówi: wow! A skąd to? Z pasji i zamiłowania do sztuki.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Agnieszka Cytacka, Art and Craft

Łódź, ul. Juliana Tuwima 31
tel.: 605 247 303; 501 074 855
kontakt@artandcraft.pl
www.artandcraft.pl