Pochodzi z polskiej rodziny, która wyemigrowała do Francji ponad 100 lat temu. Do Polski przyjechał przed kilkoma tygodniami. Planuje zostać u nas kilka najbliższych lat. Lucas Dymny, Dyrektor Alliance Française Łódź.

LIFE IN. Łódzkie: Ciężko nauczyć się języka francuskiego?

Lucas Dymny: To trudne zadanie ale możliwe. Nauka musi trochę potrwać, a sukces zależy przede wszystkim od naszej motywacji. Jeżeli wiemy dlaczego i po co się uczymy, jakie korzyści da nam znajomość języka, to wtedy można się go nauczyć łatwiej i szybciej.

Czym jest Alliance Française?

Jesteśmy stowarzyszeniem, które powstało 135 lat temu po to, żeby promować na świecie kulturę francuską i język francuski. Dziś w Polsce działa osiem naszych ośrodków, a na całym świecie jest ich ponad osiemset. Aktywność poszczególnych ośrodków koncentruje się przede wszystkim na nauce języka francuskiego, ale organizujemy również wiele wydarzeń kulturalnych – wystawy malarskie, kameralne koncerty, spotkania z artystami.

Dlaczego warto uczyć się języka francuskiego?

Po francusku mówi dziś ponad dwieście dwadzieścia milionów osób. Można się nim porozumieć na wszystkich kontynentach. To także język przyszłości, szczególnie w Afryce, gdzie ze względów demograficznych coraz więcej osób mówi po francusku. Francuskiego warto się też uczyć ze względów czysto pragmatycznych. Są dostępne badania, które pokazują, że osoby, które mówią po francusku albo uczą się tego języka mogą liczyć na większe zarobki, nawet o trzydzieści procent. To jest szczególnie ważny argument dla studentów, którzy wchodzą na rynek pracy – znajomość francuskiego jest atutem, na który zwracają uwagę pracodawcy. A do tego jest to piękny język, bogata kultura i świetne piosenki, które warto rozumieć.

Ilu łodzian korzysta z nauki w Alliance Française?

Rocznie uczymy między tysiąc a tysiąc dwieście osób. Mamy kursy dla dzieci i dorosłych, uczymy też pracowników firm.

Jak długo jest Pan w Polsce, w Łodzi?

Od dwóch miesięcy. Wcześniej pracowałem w Niemczech, jeszcze wcześniej w Maroko. Jako tłumacz jeździłem na Litwę i do Czech. Przyjazd do Polski planowałem już od dawna. Cieszę się, że mogę tu pracować i żyć.

Podoba się Panu u nas?

Nie jest to może najpiękniejsze miasto na świecie i w Polsce, ale jest w nim dużo życia, dużo energii i dużo fantastycznych ludzi, którzy robią wiele ciekawych wydarzeń i imprez. Od momentu, gdy przyjechałem do Łodzi, udało mi się uczestniczyć w kilku ciekawych wydarzeniach. Szczególnie zaimponował mi Festiwalu Komiksu. To naprawdę wielkie wydarzenia.

Całkiem dobrze mówi Pan po polsku…

Mój polski, to długa historia. Mam polskie korzenie, moja rodzina wyemigrowała do Francji ponad sto lat temu. Kiedy byłem dzieckiem, to mama czytała mnie i moim braciom bajki po polsku – o Lisie Witalisie, o Koziołku Matołku. Nie rozumieliśmy o czym to jest, ale w ten sposób mieliśmy kontakt z językiem polskim. Jako dziecko przyjeżdżałem do Polski na wakacje. Wtedy nauczyłem się trochę polskich słówek. Na studiach zapisałem się na naukę polskiego, co tydzień miałem dwie godziny po polsku. Później dostałem stypendium i mogłem na miesiąc przyjechać do Polski na naukę języka. Od tego momentu mogę powiedzieć, że znam polski. Brakuje mi jeszcze słów, mówię z akcentem, ale jestem w stanie rozmawiać i wyrażać to, o co mi chodzi.

Skąd Pan pochodzi?

Z Lille, to jest na północy Francji, przy granicy z Belgią. Mieszka tam dużo osób, które mają polskie korzenie. W Lille dorastałem, uczyłem się i studiowałem.

Słyszałem, że gra Pan na ukulele?

Nie tylko. Jestem muzykiem i potrafię grać na kilku instrumentach. Zaczynałem od fletu poprzecznego, potem grałem na tubie. Dużo też śpiewałem w operze, w chórach. Również w zespole jako solista. Teraz nie mam na to czasu, ale lubię się czasami spotkać z kolegami na wspólne granie. Najchętniej gramy wtedy standardy jazzowe. Planuję takie spotkanie w Łodzi, może się uda.

Do dobrej muzyki pasuje kieliszek wina. Lubi Pan?

Lubię, choć pochodzę z północy Francji, gdzie od wina bardziej popularne jest piwo. Najbardziej smakują mi lekkie wina – z białych alzackie muscadet, a z czerwonych pinot noir.